22 czerwca 2011

Pod górkę

Nauka języka, w którym czasowniki mają po pięć form bezokolicznika, a rzeczowniki można odmieniać przez osoby, powoduje, że moja kreatywność często ogranicza się do klikania "lubię to" na wiadomym portalu, i nie ma mowy o napisaniu czegokolwiek samodzielnie na blogu. Za co niniejszym przepraszam i obiecuję poprawę - przynajmniej na najbliższe kilka tygodni, bo od sierpnia idę na prawdziwy kurs językowy i wtedy pewnie znów się zrobi trudniej.

Wydaje mi się, że czas w Finlandii płynie jakoś inaczej - szybciej jakby? Pewnie to starość, już tak będzie zawsze i trzeba się po prostu przyzwyczaić ;) Nie zdążam zmieścić w ciągu dnia wszystkiego, co chciałabym zrobić / zobaczyć / przeczytać / napisać. Z czegoś trzeba czasem rezygnować. Często boję się, że mojej uwadze może umknąć jakieś niezmiernie ważne wydarzenie, o którym nie przeczytam w gazecie, albo niebanalny wpis na czyimś blogu - ale może przynajmniej zdążę w tym czasie zrobić sobie kawę albo nawet wyjść pobiegać? Wydarzeń i ich opisów jest zdecydowanie za dużo, żeby starczyło czasu na ich śledzenie... Co ładnie pokazano na obrazku:



Na koniec anegdotka na temat, czym jeszcze różni się Finlandia od moich poprzednich adresów. Otóż kilka dni temu wybrałam się do sklepu w celu nabycia poduszek do foteli balkonowych (tak, tak, z wiekiem człowiek burżuazieje i zachciewa mu się foteli na balkonie). Weszłam do jednego z większych domów handlowych w mieście, oglądam piękne poduszki, kolor idealny, tkanina świetna, wielkość odpowiednia - tylko ta cena... No przecież nie będę płacić po 15€ za poduszkę, bo mi wyjdzie drożej niż fotele! Podchodzi pani sprzedawczyni i widząc targające mną wątpliwości i emocje, pyta uprzejmie, w czym pomóc. Odpowiadam, że chcę poduszki, te są ładne, ale może jakieś tańsze tej wielkości by mi znalazła? (w bardziej dokładnym przekładzie z fińskiego zapewne brzmiało to mniej więcej tak: "Ta poduszki bardzo miła i piękna są, ale prawdziwie drogo - znajdziesz czy może mi tanio, ale tak samo duże rozmiarem?") Pani, wyraźnie wstrząśnięta moją wypowiedzią, zapytała, ile poduszek potrzebuję. Cztery (4 - uzupełniłam wypowiedź małą prezentacją na palcach, na wszelki wypadek, żeby nie okazało się, że przypadkiem powiedziałam 40). "To w takim razie dam ci zniżkę, będą po 8€" - powiedziała pani bez wahania. Zamurowało mnie totalnie, myślałam, że pewnie to jakieś nieporozumienie, ale pani była uprzejma powtórzyć komunikat po angielsku. Zatem wyszłam ze sklepu z pięknie zapakowanymi poduszkami za 50% ceny wyjściowej, a właściwie wybiegłam, żeby się pani przypadkiem nie rozmyśliła... O. To tyle na temat dziwnych fińskich obyczajów.

24 maja 2011

Fińskie statystyki

Przedwczoraj (w niedzielę, 22 maja) odbyła się w Helsinkach doroczna impreza biegowa dla kobiet - Naisten Kymppi. Bieg uliczny na dystansie 10 km - coś jak warszawski Women's Run, z jedną tylko różnicą: pobiegło ponad 18 tysięcy uczestniczek, a nie 1,5 tys. Widzieliście kiedykolwiek 18 tysięcy kobiet w jednym miejscu? W dodatku biegnących? :) Biorąc pod uwagę, że Finlandia liczy sobie ok. 5,3 mln mieszkańców, a Helsinki - 0,5 mln, ta liczba budzi respekt.


Jakiś czas temu Hanka pisała, że sport uprawia ok. 9% dorosłych Polaków. Tutaj regularnie (co najmniej 2 treningi tygodniowo) sport uprawia 60% mężczyzn i 67% kobiet. 18% Finów angażuje się w wolontariat sportowy (dla porównania: w Polsce ok. 2%). Ponad 1,1 mln Finów posiada członkostwo w klubach i kółkach sportowych, których jest tutaj 7800 (większość zresztą non-profit). Komercyjnych siłowni, basenów i innych tego typu nie wiem, ile jest (sądząc po naszym miasteczku, to bardzo dużo...), ale łącznie publicznych, zorganizowanych miejsc do uprawiania sportu jest ponad 30 tysięcy.

Ot, taka statystyczna refleksja mnie dziś naszła...

Poza tym nadal nie mam czasu na pisanie, od mnogości używanych na co dzień języków umysł mi się zrobił mało elastyczny, jak widać, a do tego Blogger ma jakąś złą passę i dzieją się z nim dziwne rzeczy...


12 maja 2011

Wiosenne pokusy

Ze wstydem przyznaję, że niezbyt mi wychodzi regularne utrzymywanie bloga przy życiu. Wiosna temu zdecydowanie nie sprzyja... Zazieleniło się wokół i od jakiegoś czasu ośmielamy się wychodzić z domu bez czapek i rękawiczek. Mało tego - przez kilka dni dawało się nawet wychodzić w t-shirtach!

Wiosenne pokusy nie polegają bynajmniej wyłącznie na wygrzewaniu się w promieniach słońca. Fińska wiosna obfituje niestety w rozmaite dziwne tradycyjne specjały wielkanocno-walpurgisowe, których oczywiście trzeba spróbować, skoro to pierwsza fińska wiosna... Dlatego dzisiaj mniej sportowo, a bardziej dietetycznie (ku przestrodze ;)) Poniżej przedstawiam subiektywny wybór najdziwniejszych fińskich specjałów sezonowych.

Mämmi to coś, czemu należy się pierwsze miejsce w rankingu dziwactw spożywczych, zarówno ze względu na smak, jak i sam wygląd. Wbrew pozorom, ta ciemno-brązowa paciaja nie ma nic wspólnego z lukrecją! Jest to deser z mąki żytniej i słodu, doprawiony niewielką ilością soli. W efekcie lepkie i strasznie słodkie coś daje się jeść wyłącznie w niewielkich ilościach. Dodatek lodów waniliowych lub bitej śmietany poprawia jakość doznań smakowych :) Zainteresowani mogą sobie zrobić mämmi w domu - tu jest przepis >> Kaloryczność: 208 kcal w 100 g produktu.


Pasha
(czyt. pascha) to takie coś, co macie szansę znać - można się na nią załapać zwłaszcza na wschodzie Polski, a generalnie wywodzi się z rosyjskiej tradycji prawosławnej. Jest to deser zrobiony ze słodkiego twarogu z rodzynkami i czasem innymi bakaliami, zdarza się, że pokrywają go zdobienia związane z prawosławną symboliką wielkanocną. Co ciekawe, w Finlandii można paschę kupić w małych plastikowych kubeczkach, jak jogurt. Pewnie trudno byłoby ją zrobić w domu, bo nie ma tu twarogu :( Kaloryczność: 236 kcal w 100 g produktu.

Tippaleipä to coś w rodzaju polskich faworków. Trochę bardziej twarde i wysmażone w innym kształcie, ale w smaku bardzo podobne, tak samo posypane cukrem pudrem. W krajach anglojęzycznych odpowiednikiem jest funnel cake. Jedzenie bez rozłożonej na kolanach gazety albo olbrzymiego talerza grozi zasypaniem okruchami całego mieszkania, siebie, futerka kotów i wszystkiego, co tylko znajdzie się w promieniu paru metrów. Kaloryczność: ok. 400 kcal w 100 g produktu.

2 maja 2011

Po przerwie

Niezima
W piątek stopniał ostatni kawałek lodu na naszym jeziorze, a śniegu trzeba się dobrze naszukać w głębokim cieniu, żeby zobaczyć niewielkie pozostałości po zaspach. Niedawno widziałam stadko jemiołuszek, a jak dobrze pójdzie, to może za tydzień zakwitną forsycje. Świat nie-zimowy wygląda zupełnie niesamowicie - bardzo dawno takiego nie widziałam... Co nie zmienia faktu, że w nocy było -3, a teraz jest 5°C i już wiem, że pośpieszyłam się z odkładaniem rękawiczek na przyszły sezon.

Niebieganie
Doszłam do etapu, kiedy możliwości aerobowe pozwalają mi przebiec 5-6 km bez przechodzenia do marszu. Niestety ścięgna Achillesa aktywnie korzystają z prawa veta i najczęściej kończy się na Finnish walking przeplatanym truchtem. No i po 3 wyjściach w jednym tygodniu w kolejnym tygodniu mogę zrobić co najwyżej 2.

Bodybuilding
Postanowiłam się ładnie zestarzeć, więc siłownię odwiedzam regularnie, co pewnie przynosiłoby lepsze rezultaty, gdybym więcej uwagi poświęciła przygotowaniu posiłków... Jednak od stycznia nastąpił pewien postęp, mianowicie odjęłam sobie 4 cm w miejscu po talii i ze 2 kg z ogólnej masy ciała. Procent BF jakoś ciągle zapominam sprawdzić - może to i lepiej, kto wie.

Iyengar i otłuszczone rzepki kolanowe
Oczywiście nie da się powiedzieć, że w procesie samodoskonalenia cielesnego osiągnęłam wszystko ;) Dotkliwie przypomina mi o tym widok uniesionych rzepek kolanowych, ginących pod dziwnymi wałeczkami miękkiej tkanki, której rok temu na pewno tam nie było. Widok ten zawdzięczam lekcjom jogi, na które chodzimy 3 razy w tygodniu. Wreszcie nadarzyła się okazja, żeby chodzić na jogę Iyengara - dużo bardziej popularna jest tutaj ashtanga, na którą jestem za leniwa (poza wrażeniem, że 'to nie to').

Osama i Obama
Prezydentowi Obamie i innym politykom się specjalnie nie dziwię, bo wiadomo, budują swój polityczny kapitał i trudno oczekiwać, że będzie inaczej. Motłoch też rządzi się swoimi prawami. Zdegustowała mnie jednak reakcja dziennikarzy. Do wczoraj wydawało mi się, że żyjemy w cywilizowanym świecie, gdzie nie tylko prawodawstwo, ale i kultura wolne są od potrzeby bezpośredniej zemsty. Fakt, że od rana świat świętuje samosąd, nazywając go słowem justice, wytrącił mnie z równowagi.

Czasobrak, komputerowstręt i język fiński
Któregoś dnia po 3 godzinach spędzonych przed komputerem ze zdumieniem odkryłam, że nie mogę powiedzieć, iż cokolwiek zrobiłam w dosłownym znaczeniu tego słowa, za to bolą mnie plecy i oczy, a życia zostało o 3 godziny mniej. Zredukowałam więc - z niemałym trudem - listę subskrypcji blogów i newsów do liczby dwucyfrowej, a nawet przez jakiś czas nie chciało mi się w ogóle ich czytać. W kwietniu zaczęłam się uczyć fińskiego, czyli języka posiadającego 15 przypadków i nie znającego głoski 'b' (nie są to bynajmniej jedyne dziwne cechy, które go charakteryzują). Właściwie w planach było, że ktoś będzie to robił za mnie, tzn. że będę chodziła na kurs i mnie nauczą, ale okazało się, że po pół roku w Finlandii niechcący przestałam być na poziomie 0 i muszę zdać egzamin na inny kurs. Więc próbuję uczyć się sama. Małż wykazuje podejście bardziej analityczne i na razie oddaje się rozważaniom, czy warto uczyć się języka, którym mówi niecałe 5 milionów ludzi.

Podsumowując
Postaram się pozbierać, zorganizować, przezwyciężyć komputerowstręt i pisać częściej.

1 kwietnia 2011

Głosowanie na przebranie czyli półmaraton na wesoło


Od dzisiaj do 7 kwietnia włącznie można głosować na najlepsze przebranie 6. Półmaratonu Warszawskiego. Jedna osoba spośród 12 przebierańców przedstawionych na fotografiach wygra zestaw odzieży biegowej Adidas.

Zapraszam na stronę głosowania >>

A gdybyście nie mogli się sami zdecydować, komu przyznać najwyższą ilość punktów, to zachęcam do głosowania na kwiecistą i kolorową Wiosnę czyli Avę :)

29 marca 2011

Półmaraton Warszawski - kilka ciekawostek i liczb

Emocje opadły, zakwasy pewnie też odeszły w przeszłość, na ścianach kilku tysięcy szczęśliwców dumnie połyskują medale ;) Na spokojnie przyjrzałam się kilku danym statystycznym dot. Półmaratonu Warszawskiego.

Na początek śpieszę sprostować poprzedni wpis - rekordów padło więcej niż 2 :)

Przede wszystkim rekord frekwencji: bieg ukończyło 4 700 osób! Jest to największa liczba finisherów PMW i jednocześnie najwyższa frekwencja wśród półmaratonów polskich.

Padł rekord trasy mężczyzn - Sammy Kigen Korir pokonał dystans z niesamowitym wynikiem 01h01'18'', ale również drugi zawodnik na mecie (Peter Kariuki Wanjiru, 01h02'17'') pobił poprzedni rekord trasy: należący do Kenijczyka Michaela Karonei czas 01h02'49''. Co ciekawe, wynik Korira to najlepszy czas w półmaratonie osiągnięty kiedykolwiek na terytorium Polski.

Wynik pierwszej zawodniczki - Katarzyny Kowalskiej - 01h11'27'', to także kilka rekordów na raz: przede  wszystkim półmaratoński rekord Polski debiutantek, lecz także rekord trasy kobiet i najlepszy wynik osiągnięty przez Polkę w Polsce.

Wśród 4 700 osób, które ukończyły 6. Półmaraton Warszawski, było 686 kobiet. Trudno powiedzieć, czy to dużo, czy mało. Z jednej strony, to tylko 14,6% ogólnej liczby finisherów - nadal daleko nam do statystyk zachodnich. Z drugiej strony, kiedy spojrzymy na dane ze wszystkich edycji Półmaratonu Warszawskiego, to postęp jest bardzo duży:
2006      1006 M      104 K
2007      1606 M      148 K
2008      2371 M      242 K
2009      3942 M      563 K
2010      3530 M      531 K
2011      4700 M      686 K

Z ciekawostek - Półmaraton Warszawski od 3 lat odbywa się nie tylko w Warszawie: w rywalizacji biorą udział biegacze z kontyngentu w bazie w Ghazni (Afganistan). W tym roku w biegu startowało tam 184 osoby (jak zwykle, nie tylko Polacy), w tym 18 kobiet. Na metę w limicie czasowym dotarło 131 osób, a zwycięzcy osiągnęli 01h28'28'' (chor. Mariusz Plesiński) i 01h52'46'' (st. kpr. Wioletta Śliwka). Nie ma się co dziwić, bieg tam jest niezwykle trudny - Ghazni leży na wysokości ponad 2 000 m n.p.m.

Z niecierpliwością czekam na statystyki Półmaratonu Poznańskiego, który odbędzie się w tę niedzielę - ciekawe, czy w Polsce zaczęła się era szybkich biegów długodystansowych :) No i mam nadzieję, że rekordy padną również w Maratonie Warszawskim, przede wszystkim marzy mi się rekord frekwencji...

Foto ze strony bieganie.pl i polmaratonwarszawski.pl.

27 marca 2011

Wyniki 6. Półmaratonu Warszawskiego 2011 - 1 bieg, 2 rekordy!


Kilkadziesiąt minut temu pierwsi zawodnicy przekroczyli linię mety 6. Półmaratonu Warszawskiego.

Od 8. kilometra do końca prowadził 26-letni biegacz z Kenii, Sammy Kegin Korir. Na mecie uzyskał czas 01h01'18'', ustanawiając tym samym nowy rekord trasy PMW. Zwyciężczynią została 26-letnia Katarzyna Kowalska, bijąc rekord na tym dystansie ustanowiony na terytorium Polski - przybiegła z czasem 01h11'27'' (aktualny rekord Polski w półmaratonie - 1h10'36'' - należy do Karoliny Jarzyńskiej, ale ustanowiony został w japońskim Marugame).

Pełna lista wyników 6PMW dostępna jest tutaj >>

Wszystkim - tym z wynikami kosmicznymi, świetnymi, niewiarygodnie dobrymi i bardzo dobrymi, oraz tym, którzy nie mają wyników, bo jeszcze biegną - serdecznie gratuluję :)